O tym, jak odkryłem śliwy i ustaliłem, jaką mają chorobę, pisałem już tutaj TutajTeraz chcę wam opowiedzieć, jak pozbyłem się tego problemu. Otóż, główną dolegliwością, którą uznałem za najgroźniejszą, były kieszonki śliwkowe. Wygląda to tak:
Co zrobiłem:
- Przyciąłem uszkodzone gałęzie i ostatecznie zostały mi prawie pnie. Niestety, nie zrobiłem żadnych zdjęć tego wszystkiego; jakimś cudem to przegapiłem.
- Zaprawiłem go 3% płynem Bordeaux. Robiłem to trzy razy – na początku czerwca, pod koniec sierpnia i w październiku (tu było jeszcze ciepło).
- Ciągle zbierałem wszystkie gałęzie i liście spod drzew i paliłem wszystkie nadziemne części.
Nie używałam żadnych innych produktów, ponieważ uważam, że płyn bordoski to uniwersalne rozwiązanie – świetnie działa na prawie wszystkie rodzaje grzybów i szkodników. Oto zdjęcie przed:
A to już kolejny rok, kiedy drzewa już prawie całkowicie się zregenerowały:
Jak widać na zdjęciu, liście są już zdrowe, ale owoce nadal cierpią, mimo że wczesną wiosną ponownie zaprawiałem je płynem Bordeaux. Czytałem, że kieszonek śliwkowych nie da się wyeliminować w ciągu jednego, a nawet dwóch czy trzech lat. Dlatego w tym sezonie zaprawiałem je trzy razy, przycinałem itd.
Następnej wiosny ponownie opryskałem drzewa, ale nie było to już konieczne. Spójrzcie, jakie piękne są same drzewa:








