Ładowanie postów...

Krowy wszystko rozumieją: jak nasza ukochana krowa zginęła przez błąd weterynarza

Każda gospodyni ma swoje ulubione zwierzęta. Tak samo jest z nami – z jakiegoś powodu każdy członek rodziny wybrał sobie ulubieńca i poświęca mu najwięcej uwagi i troski. Ale kilka lat temu kupiliśmy jałówkę i wszystko się zmieniło. Całkowicie nas oczarowała i nikt nie pozostał wobec niej obojętny – była taka mądra. Nigdy nie mieliśmy z nią żadnych problemów: karmnik był zawsze czysty, bo jadła wszystko, nie przewracając ani nie rzucając na podłogę, i miała spokojne, serdeczne usposobienie.

Nadszedł czas polowania i zaprowadziliśmy naszą Lubimkę do byka. Wszystko było dobrze, czekaliśmy. Cielę urodziło się o czasie, ale pępowina pękła tuż przed końcem i nie przeżyło. Szkoda, ale co mogliśmy zrobić? Wydajność mleczna krowy była rekordowa w naszym stadzie, co nie tylko cieszy, ale i zaskakuje.

W następnym roku z niecierpliwością oczekiwano na wycielenie Lyubimki: zależało im na mleczności i chcieli zdobyć kolejną jałówkę do hodowli tej rasy (czy w ogóle taka rasa istnieje?). Cielę urodziło się duże i piękne. Nazwali je „Żdanka”.

Nasza ŻdankaPo wycieleniu Lyubimka zaczęła się źle czuć: nie jadła ani nie piła. Zadzwoniliśmy do weterynarza, który przepisał witaminy, zakładając, że to tylko zmęczenie i że potrzebuje czasu na regenerację. Zapytaliśmy go: „Czy mam jej podać antybiotyk?”

- Nie ma potrzeby, nic poważnego.

Ta sama rozmowa miała miejsce dwa dni później, kiedy stan krowy nie uległ poprawie. Tylko tym razem weterynarz stwierdził, że żołądek krowy „przestał pracować”. Oblali ją winem, gonili po podwórku i zdawała się ożywić. Ale nie na długo. Wtedy weterynarz powiedział: „Nie ma szans; oddajcie ją na ubój, zanim będzie za późno”.

Zadzwonili do ludzi, którzy przyjeżdżają po zwierzęta. Ale mama wciąż chodziła wokół krowy i pytała: „Kochanie, daj mi znak, żebym cię nie oddała. Wyzdrowiejesz, kochanie?”

Kiedy poszłam po wodę, żeby dać chudzince pić, ona „zrobiła kupę”, mimo że nie wypróżniała się od dwóch dni! I jęczała do mamy, jakby chciała coś powiedzieć… Jej właścicielka odebrała to jako znak i wybuchnęła płaczem ze szczęścia.

A potem w progu pojawili się ci sami ludzie, którzy przyszli po krowę i weterynarz... Weterynarz po raz kolejny próbował nas przekonać, że zwierzę długo nie przeżyje, że wszyscy chcemy, żeby zostało i wyzdrowiało, ale krowa umrze i to będzie koniec. Zabrali nam naszą ukochaną.

Tego wieczoru zadzwonili i powiedzieli, że ma zaawansowaną endometriozę, a nie śmiertelną chorobę. Szokowa dawka antybiotyków uratowałaby naszą ukochaną krowę. Dlatego, polegając na doświadczeniu i opinii specjalisty, uśmierciliśmy naszą krowę.

Żdanka jest już dorosła i wkrótce sama zostanie mamą. Bardzo się martwimy, ale mamy nadzieję, że wszystko będzie dobrze.

Komentarze: 4
22 lipca 2020 r.

Prawdopodobnie nie jest to endometrioza, a zapalenie błony śluzowej macicy. Ale to tylko dygresja. Nie zmienia to istoty sprawy. Jest to częste zjawisko u krów po wycieleniu: występuje w 15% przypadków po porodach prawidłowych, 30% po porodach powikłanych i 95% po porodach patologicznych. Nikt nie wie, jak postępuje poporodowe zapalenie błony śluzowej macicy i jak będzie leczone u jałówki. Dobrym pomysłem byłoby pobranie przez lekarza weterynarii próbki z dróg rodnych do posiewu i rozpoczęcie leczenia na podstawie wykrytych szczepów bakterii. Jednak niewielu lekarzy weterynarii to robi ze względu na brak laboratorium. Dlatego przepisują antybiotyki o szerokim spektrum działania. Ale co, jeśli zapalenie błony śluzowej macicy jest spowodowane nie przez bakterie, a przez grzyby? Antybiotyki są w tym przypadku bezużyteczne. Konieczne będzie leczenie przeciwgrzybicze, a stosowanie antybiotyków tylko pogorszy sytuację.
Dlatego w Twojej obecnej sytuacji sprzedaż krowy na mięso jest najlepszym rozwiązaniem. Zwierzę nie będzie cierpieć, a Ty nie stracisz pieniędzy, ponieważ leczenie jest drogie. Co więcej, nawet po takim leczeniu (jeśli okaże się nieskuteczne), nie będziesz w stanie sprzedać krowiego mięsa.

0
27 lipca 2020 r.

Przepraszam, ale to ENDOMETRITIS! To po prostu zapalenie macicy. Dlatego z dróg rodnych krowy śmierdziało; wszystko tam gniło. Mimo wszystko istniała szansa na uratowanie naszej mamki. Z powodu niekompetentnego lekarza weterynarii, nie udało się.
Na początku byliśmy na niego obrażeni i źli. Ale teraz rozumiemy, że w tamtej chwili postąpiliśmy słusznie.

1
26 listopada 2022 r.

Twój artykuł wzruszył mnie do łez... Tak, czasami weterynarze nie kochają swojej pracy, ale nic na to nie można poradzić. Mieliśmy też weterynarza, który zmusił nas do uboju krowy, ale później okazało się, że to tylko infekcja. Potem zawsze jeździmy do innego weterynarza. To prawda, musimy dopłacać, bo oni mają długą drogę. Ale przynajmniej mają doświadczenie i kochają zwierzęta. I oferują darmowe konsultacje telefoniczne.

0
28 lutego 2024 r.

Biedna mała krówka! Tak mi jej żal!

0
Ukryj formularz
Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Pomidory

Jabłonie

Malina