Ten cud zdarzył się zeszłego lata. Spędzaliśmy wakacje na plaży w obwodzie samarskim na półwyspie Kopyłowo. Biały piasek, namiot, pluskające się dzieciaki, Wołga otoczona majestatycznymi Górami Żygulińskimi… Raj, a do tego tuż obok.
Widok z brzegu:
Na zdjęciu widać miejsce, gdzie pod wodą rośnie trawa. Okazuje się, że to właśnie tam żyją karpie.
A oto sam brzeg widziany od strony tej właśnie plaży.
W niektórych miejscach na tej plaży rosną podwodne wodorosty, sięgające mniej więcej do pasa. Często można zobaczyć małe ryby pływające w pobliżu roślinności, a czasem nawet małe ławice okoni.
Ulubionymi hobby mojego męża są wędkarstwo i polowanie. Nawet na wakacjach nie może bez nich żyć! Więc kiedy cała rodzina wchodziła do wody (żeby się pluskać), on odchodził na bok, tuż obok wodorostów, żeby chociaż popatrzeć na ryby (nie pozwoliłam mu zabrać wędki; byliśmy tam specjalnie po to, żeby pływać i się opalać).
A on tam stoi, jego myśliwskie oczy skanują wodę w poszukiwaniu ryb, podczas gdy my pluskamy się z dzieciakami. A ja na niego patrzę. To wszystko takie zabawne. Patrzy w wodę, a woda patrzy! Już miałam się roześmiać, myśląc, że ma opętany wzrok. Ale wtedy on nurkuje w roślinność i jedną ręką wyciąga ogromnego karpia!
Jedną...ręką...KARP...
Stałam tam i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Wiem, mój mąż jest zapalonym wędkarzem, ale złapanie takiej ryby jedną łapą... Ręce mi się trzęsły, kiedy próbowałam zrobić zdjęcie!
Więc skróciliśmy nasz wieczorny odpoczynek, bo musieliśmy porządnie oczyścić i wyfiletować rybę. Poza tym i tak nie zjedlibyśmy jej całej, więc część musieliśmy zamrozić. Ruszyliśmy do domu.
W domu ponownie podziwialiśmy zdobycz i zważyliśmy ją – ważyła ponad 5 kilogramów. Piękna!
A najważniejsze jest to, że każdy głupiec może złowić rybę na wędkę, ale gołymi rękami trzeba jeszcze umieć to zrobić!




