Dzień dobry
Już wcześniej wspominałem o tym, jak wybieramy kury, starając się przy zakupie wybrać jak najwięcej kur.
Dzisiaj pokażę Wam, jak kurczaki się u nas zadomowiły i opowiem Wam tajemniczą historię, jaka kryje się za tajemniczym zniknięciem kurczaków.
Postanowiliśmy hodować kury, głównie ze względu na jajka, ponieważ nie chcieliśmy ich ubijać. Zrobiliśmy to tylko z konieczności i nie chcieliśmy zawracać sobie głowy ubojem, a świeże jajka nie zaszkodziłyby. Postanowiliśmy więc kupić około dziesięciu kur, a następnie usunąć część kogutów i nieproduktywnych kur, zostawiając najlepsze na zimę. Ale jak to mówią, jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o swoich planach. Tak było z nami: wybraliśmy i kupiliśmy nasze pierwsze pisklęta, rosły dobrze, a gdy miały 1,5 miesiąca, zbudowaliśmy im tymczasowy wybieg z plastikowej siatki i przenieśliśmy je do niego.
Wszystko było w porządku przez tydzień, ale pewnego ranka musiałem wyjść na półtorej godziny, żeby załatwić kilka spraw. Kiedy wróciłem, zastałem zagrodę pustą. Co się stało, do dziś pozostaje zagadką. Nasz pies był przywiązany w innej części podwórka podczas podróży. Jest też cichym psem: nie przeszkadza kurom, pisklętom ani kotom. Kot i kociak spokojnie wygrzewały się na słońcu, a ich głodne pyszczki dawały jasno do zrozumienia, że to nie ich wina, bo łapczywie pożerały resztki mięsa.
Ale wybieg jest pusty... Siatka jest nienaruszona, nie ma dziur, piór ani niczego innego, co wskazywałoby na to, że drapieżnik wdarł się do środka i wybuchła panika – ani piór. Wszystko jest czyste, nienaruszone, jakby ptaki po prostu zniknęły. Żadnych piór, żadnych śladów zamieszania. Sprawdzili swoje podwórko, ogród i ogród sąsiadów – nic nie znaleźli.
Sąsiedzi zakładali, że szczur pracuje, ale ku ich zaskoczeniu, stało się to w słoneczny dzień, około godziny 11 lub 12. Z jakiegoś powodu myślałem, że szczury są głównie nocne, zwłaszcza że wybieg znajdował się dość daleko od innych budynków. Niedawno odwiedzili nas krewni i jeden z nich powiedział mi, że widział jakieś zwierzę, „długie jak kiełbasa” i szybkie, biegające rano przez podwórko. Pobiegli go szukać, ale już go nie było. Doszliśmy do wniosku, że to mogła być łasica, ponieważ nasz ogród graniczy z jednej strony z dzikim trzcinowiskiem, które jest domem dla węży, dzikich kaczek, jeży, żółwi i innych stworzeń.
Opłakiwaliśmy stratę, ale ponieważ byliśmy już zdecydowani na ptaka, kupiliśmy więcej kur i starszego, 3-miesięcznego koguta, aby w razie ataku zwierzęcia lub szczura móc odeprzeć drapieżnika. Kiedy zobaczyliśmy, że nikt ich nie niepokoi, kupiliśmy więcej piskląt. Miesiąc później zaoferowano nam 8 kolejnych piskląt, wyklutych przez kwokę. Te pisklęta są interesujące, ponieważ pięć z nich to Ameraucany. Te kury znoszą niebieskie i zielone jaja. A trzy pisklęta są dominujące; rasa wciąż pozostaje dla mnie zagadką; zobaczymy, które pisklęta dorastają. Myślę, że są chwalone za swoją produktywność.
W związku z tym konieczne było zbudowanie drugiego wybiegu.

Tymczasowe ogrodzenie, złożone i pokryte tkaniną typu spunbond, chroniące przed słońcem.
Maluchy są już trochę starsze, mają już dwa miesiące. Znajdziemy sposób, żeby zamieszkały ze starszymi kurami.
Na początku mieszkali w małym wybiegu, takim jak ten:
Organizatorami spaceru dla dzieci byli:
Skrzynia została wykonana z listew pokrytych siatką, z jednej strony ściętą, z drugiej prostą. Miejsce, w którym znajdowała się ogrzewana skrzynia nocna, zostało szczelnie wyłożone materiałem spunbond i pokryte folią, aby chronić przed deszczem i przeciągami.
Pozostałą część mocuje się włókniną na jednym brzegu, a drugi brzeg można przymocować do wystających śrub, aby zapewnić ochronę przed słońcem. Na wierzchu znajduje się daszek z grubej folii, który można naciągnąć na czas deszczu.
Zbudowaliśmy również kurnik dla dorosłych ptaków – na ziemi położyliśmy starą siatkę drucianą. Jako ramę wybiegu wykorzystaliśmy spawaną metalową konstrukcję, która wcześniej służyła jako prysznic na zewnątrz. Pomalowaliśmy ją na różowo (aby zaoszczędzić, użyliśmy dowolnej farby, jaką mieliśmy pod ręką, a moja córka miała kilka sugestii dotyczących koloru przyszłego kurnika).
Obudowa ta została pokryta siatką, również wykonaną z metalu, i połączona z siatką leżącą na ziemi, aby utworzyć siatkę możliwie jak najbardziej bezszwową.
Sam kurnik został zbudowany z palet, a dach pokryto starym łupkiem. Zasadniczo „złożyłem to z tego, co miałem”. Młode (pisałem o nich w poprzednim poście) dołączyły do starszych. Były już dobrze odżywione i szybko zaprzyjaźniły się ze starszym rodzeństwem.
W ogrodzeniu:
Widok z wnętrza kurnika:
Ponieważ latem słońce jest tu bardzo gorące, chowamy kurnik w cieniu, a w słoneczne, gorące dni przykrywamy wybieg siatką.

Na koniec wyposażyliśmy zagrodę w drzwi i wsypaliśmy zieleń przez otwór w dachu, który przykryliśmy siatką.
Kury już zadomowiły się w nowym domu, ale prace budowlane wciąż trwają. Plany obejmują dodanie drzwi z przodu kurnika i przebudowę starych okien na dodatkowy wybieg.
Ale to opcja na lato. Na zimę postanowiliśmy dać naszym ptakom starą stodołę. Była już przechylona i popękana. Rozważaliśmy jej zburzenie, ale doszliśmy do wniosku, że warto byłoby przerobić ją na zimowy kurnik.
Aktualnie szukamy również wygodnego rozwiązania z karmnikami i poidłami. Standardowy karmnik, ten na zdjęciu, po postawieniu na ziemi, kury przewracają go. Na razie udało mi się go zawiesić na haku. Ale i tak udaje im się wszystko zdrapywać na ziemię. Chcę spróbować zainstalować wiszący karmnik z rowkiem wzdłuż wybiegu. Na razie zaadaptowaliśmy miskę na wodę, żeby kury jej nie tratowały – postawiliśmy na niej drugą miskę, obracając ją do góry dnem. Nie jest to jednak zbyt wygodne do czyszczenia i wymiany wody.
To samo z tą miską popiołu do kąpieli – bardzo szybko się przewraca. Muszę ją jakoś ulepszyć.
Ale teraz, gdy kury zadomowiły się w gnieździe, kogut zaczął piać – na razie ochryple, rozwijając swój głos.
Kiedy już wszystkie kury i ich dorosłe pisklęta będą razem, przekształcimy ten mały, kratowy kojec w miejsce do gniazdowania dla kur i dołączymy go do głównego kurnika. Kiedy wszystko będzie gotowe, pokażę wam gotowy produkt.













Kiedyś hodowaliśmy też kury i kaczki piżmowe. Nasze pisklęta znikały, kradły je szczury, to było oczywiste, pióra walały się wszędzie, a czasami znikały bez śladu. Sroki i kanie bez trudu kradły nasze pisklęta.
Kury mojej babci jakimś cudem uciekły z zagrody i najwyraźniej rozpierzchły się po posesji, gdy pracowaliśmy na polu w oddali. Ogrodzenie wokół daczy jest tak słabe, że praktycznie nie istnieje. Wtedy też myśleliśmy, że ktoś je zjadł, ale okazało się, że sąsiedzi szybko je sobie zabrali i milczeli. Wszystko w końcu wyszło na jaw, ale trudno było cokolwiek udowodnić.
Byłem wtedy dzieckiem i miałem ulubione pisklę z dziwną plamką na głowie. Inne pisklę miało złamany dziób i ich liczba była taka sama. Pojawiły się u sąsiadów mniej więcej w tym samym czasie, co nasze. Sąsiedzi powiedzieli wnukowi, żeby nikogo nie przyprowadzał, ale jak chłopiec mógł nie przyprowadzić dziewczynki, którą lubił, żeby pobawiła się tymi puchatymi piłeczkami? Tak zniknęły nasze pisklęta. Jako dziecko myślałem, że to moja wina, bo nauczyłem je dawać maluchom smakołyki (robaki i coś ze stołu, nie pamiętam teraz), a one biegły gęsiego do wszystkich, jedno po drugim, oczekując, że zostaną nakarmione.
Jak zrobić miskę na wodę w drugim wybiegu? Brakuje dolnej części: muszę ją zrobić sam (nie możemy jej kupić).