Uwielbiam chryzantemy; te cudowne kwiaty kwitną pod koniec sierpnia i kwitną aż do mrozów, a nawet lekkie przymrozki im nie przeszkadzają. Ale w naszej daczy w Krasnojarsku nie zimują w gruncie, więc musimy je wykopać jesienią i przechowywać w piwnicy.
Od wielu lat uprawiam białe chryzantemy, a w tym roku (2020) wyhodowałem kilka kolejnych krzewów z mieszanki nasion. Niektóre z nich zakwitły – białe, jasnożółte z drobnymi kwiatami przypominającymi stokrotki i czerwone z większymi, półpełnymi kwiatami – ale niektóre krzewy w ogóle nie zakwitły.
Więcej o chryzantemach możesz przeczytać tutaj. Tutaj.
Zazwyczaj wykopuję chryzantemy w połowie października, kiedy temperatura w nocy spada poniżej zera, zamarzając liście i kwiaty, a do śniegu jeszcze daleka droga. W tym roku śnieg spadł niespodziewanie 6 października. Synoptycy ostrzegali przed śniegiem, ale jakoś nie mogłem w to uwierzyć.
Piątego października cały dzień było bardzo ciepło, po pracy pojechaliśmy na daczę.
Wykopywałam róże, podczas gdy mój mąż i wnuk osłaniali naszą altanę-taras banerem. Chryzantemy i inne kwiaty wciąż bujnie kwitły, a ja nie mogłam się zmusić do zrywania kwitnących krzewów; postanowiłam pozwolić im kwitnąć jeszcze trochę.
Tak wyglądały moje kwiaty tego dnia.
Wkrótce wiatr się wzmógł, niebo się zachmurzyło, zaczął padać deszcz, szybko zrobiło się ciemno i nie skończyliśmy jeszcze naszych obowiązków, zaczęliśmy się szykować do powrotu do domu.
Udało mi się wykopać róże, przyciąć je i umieścić w workach z ziemią, aby je przechować, a następnie przeniosłam do szklarni, ale nie miałam czasu, aby je odpowiednio zabezpieczyć lub owinąć w gazety.
Całą noc padał deszcz, a rano zaczął padać śnieg. Śnieg padał przez cały dzień, duże płatki szybko pokrywały samochody i podwórka zaspami. Drzewa i krzewy, obciążone mokrymi liśćmi i śnieżnymi czapami, zginały gałęzie niemal do ziemi.
Po pracy pobiegliśmy na daczę. Zaspy były tam jeszcze głębsze niż w mieście. Moje chryzantemy były pokryte grubą warstwą śniegu i leżały w nim.
Strzepnęłam z nich śnieg, zgrabiłam śnieg z krzaków, przycięłam kwitnące gałęzie, a potem z mężem wykopaliśmy krzaki i przenieśliśmy je do szklarni. Cały wieczór spędziłam na pielęgnowaniu chryzantem. Przycięłam łodygi, umieściłam krzaki w workach z ziemią i podlałam glebę roztworem fitosporyny.
Przez jakiś czas pozostaną w szklarni, ale gdy tylko temperatura w nocy wzrośnie powyżej minus pięciu stopni, przeniesiemy je do piwnicy.
Z obciętych gałązek zebrałam bukiet chryzantem i dodałam do niego kilka lilii październikowych.
To dopiero pierwszy opad śniegu; następnego dnia prawie cały stopniał. Październikowe jagody, które opadały na ziemię, wyrosły, wyprostowały gałęzie i nadal kwitną. Będą walczyć o przetrwanie, aż do nadejścia silniejszych mrozów.
Obok szklarni kwitnie również ostrożeń, ale nie udało mi się go przyciąć.
Mogłem poczekać, aż śnieg stopnieje, zanim wykopię chryzantemy spod śniegu. Ale prognoza pogody zapowiadała opady śniegu i temperatury poniżej zera przez cały tydzień, w dzień i w nocy. Chciałem je ochronić przed zimnem i wilgocią.









