W sobotę nasz najstarszy syn przyniósł nam dwa pudełka śliwek, niespodziewanie, bez ostrzeżenia. Róbcie, co chcecie. Myślałam, że skończyłam z przetworami jagodowymi i owocowymi. No cóż, zrobię jeszcze kilka słoików dżemu jabłkowego i winogronowego, i to wszystko, jeśli chodzi o słodkie przetwory. A potem była ta ogromna ilość śliwek. Połowę małego pudełka daliśmy wnukowi. Drugą połowę mąż zabrał do pracy. I zostało jeszcze duże pudełko. Musimy je pilnie przetworzyć. Śliwki są dojrzałe i nie będą długo przechowywane.
Co można zrobić z żółtej śliwki?
Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam, było zrobienie dżemu. Zrobiłam też pyszny kompot i sok śliwkowy. Resztki zamroziłam na zimę.
Dżem
Śliwki umyłam, wydrylowałam, zważyłam i posypałam cukrem. Na każdy kilogram śliwek dodałam 1 kg cukru.
Postawiłam garnek ze śliwkami na kuchence, zagotowałam, zmniejszyłam ogień i gotowałam na wolnym ogniu przez około dwadzieścia minut. Odstawiłam do ostygnięcia. Dodałam kolejną szklankę cukru, bo dżem był bardzo cierpki, mimo że świeże śliwki są słodkie. Gotowałam na małym ogniu przez kolejne pięć minut.
Do dżemu dodałam odrobinę czerwonej porzeczki, gdyż miał bladożółtozielony kolor i wcale nie wyglądał apetycznie.
Musiałam też dodać cukru – dżem był trochę kwaśny. Gotowałam go jeszcze pięć minut. Teraz smak jest idealny! I kolor jest piękny. Syrop wyszedł gęsty, a niektóre śliwki nie rozgotowały się, pozostawiając całe plasterki. Zrobiłam cztery półlitrowe słoiki.
Kompot
Zrobiłam kompot z całych śliwek i dodałam trochę malin, które zebrałam wieczorem.
Włożyłam nieco ponad połowę śliwek do wysterylizowanych słoików. Dodałam kilka malin, tylko tyle, żeby lekko zabarwić kompot i nie przytłoczyć smaku śliwek. Słoiki zalałam wrzątkiem i zakryłam pokrywkami. Po 20 minutach odcedziłam wodę, najpierw mierząc jej objętość.
Aby napełnić śliwki, przygotowałam syrop: dodałam 400 gramów cukru do 1 litra wody, czyli 2 szklanek. Wrzący syrop przelałam do słoików i zakręciłam je sterylnymi wieczkami. Następnie owinęłam słoiki ciepłym kocem, aby kompot dobrze się ogrzał.
Mam dwa słoiki dwulitrowe i jeden dwulitrowy. Kompot wygląda pysznie, syrop jest różowy, a śliwki są całe.
Sok śliwkowy
Nigdy wcześniej nie robiłam soku śliwkowego. Moja stara książka „Home Preserves” zawiera mnóstwo przepisów na kiszonki, przetwory z jagód i warzyw oraz grzyby, aż po duszenie. Ale nie było żadnego przepisu na sok. Zwróciłam się więc o pomoc do internetu. Jest tam mnóstwo ciekawych przepisów. Wszystkie zalecają najpierw ugotować śliwki, a następnie je zmiksować.
Zrobiłam po swojemu. Umyłam śliwki, wyjęłam pestki i zmiksowałam je w blenderze.
Lekko podgrzałam na kuchence i przesiałam przez sito.
Nie miałam miąższu śliwkowego, więc po prostu zmarnowałam czas. Mamy dobry, mocny blender, który całkowicie rozdrabnia skórkę.
Następnie zmierzyłam objętość, aby dowiedzieć się, ile cukru potrzebuję.
Skosztowałem puree. Było słodko-kwaśne, więc dodałem pół szklanki cukru do 3 litrów, a następnie rozcieńczyłem je szklanką wody – puree było zbyt gęste. Doprowadziłem miksturę do wrzenia i gotowałem na wolnym ogniu przez około dwadzieścia minut, zbierając pianę. Dodałem więcej cukru do smaku; chciałem, żeby sok był słodki. Dodałem więcej wody. Gdy sok osiągnął pożądany smak i konsystencję, zagotowałem go. Przelałem do sterylnych, litrowych butelek, zakręciłem je i owinąłem ciepłym kocem.
Oto efekt - 3 litry pysznego soku śliwkowego z miąższem.
Mrożenie żółtych śliwek
Następnym krokiem jest zamrożenie śliwek bez pestek. To najprostszy sposób na ich przechowanie na zimę. Umyłam śliwki, wyjęłam pestki i umieściłam je w małych woreczkach. Oczywiście lepiej byłoby zamrozić je w małych pojemniczkach, ale mi się skończyły, a byłam zbyt leniwa, żeby iść do sklepu. Skończyło się na sześciu małych woreczkach.
Zimą upiekę ciasto śliwkowe.
Oto wykrojniki, które zrobiłem z żółtych śliwek.













Aż mi ślinka cieknie
Lubię, gdy jest lekko kwaśne. Jesteś taki mądry!
Zawsze mam morze śliwek. Dzięki za ciekawe propozycje. W tym roku oprócz dżemu zrobiłam sok śliwkowy według Twojego przepisu. Wyszło pysznie, brawo!